Państwo musi być świeckie. Naprawdę świeckie.

„... my, Naród Polski - wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł”. – to fragment preambuły do Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Jedno zadanie. Zrozumiałe dla każdego. Inaczej można by to ująć w ten sposób, że Polska jest państwem, w którym zarówno wierzący, jak i ateiści są równi. Nowoczesna chce, by rzeczywiście tak było.

Polska oczywiście jest tradycyjnie chrześcijańskim krajem, ale Polska nigdy nie była i nie będzie państwem wyznaniowym i nie ulega wątpliwości, że Polacy jako naród tworzą wspólnotę polityczną, nie religijną. I to musi być przestrzegane.

Przyjrzyjmy się religii w szkole. Nie wszystkie dzieci na lekcje religii uczęszczają, a te niechodzące muszą często spędzać te godziny na korytarzu lub w świetlicy, tracąc swój wolny czas. Jednocześnie wydajemy na religię w szkole 1,35 miliarda złotych rocznie. Lekcje te dzielą dzieci, nie przekazują też wiedzy, a jedynie wiarę. Dlatego uważam, że religia w polskich szkołach nie powinna być finansowana z budżetu państwa. I dlatego w 2015 roku byłam jedną z inicjatorek akcji Świecka Szkoła. Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze można przeznaczyć na zajęcia, z których skorzystają wszyscy uczniowie. Mam na myśli zajęcia sportowe czy lekcje języków obcych. A religia, już na koszt Kościoła mogłyby, dla wygody rodziców, zostać w szkole podstawowej, ale na pierwszych i ostatnich godzinach, bez oceny na świadectwie. Tak jak to miało być, gdy religia pierwszy raz trafiła do szkół.
Swoją drogą to ciekawe, że teraz w polskiej szkole religii uczy się więcej niż fizyki, biologii czy geografii. I, że właśnie ocena z religii może zadecydować o dostaniu się do wymarzonej szkoły średniej.

Szacunek, nie uległość

Wszyscy Polacy powinni czuć się w Ojczyźnie dobrze. A politycy muszą im to zapewnić. Zerwać ze „złą kontynuacją” kolejnych politycznych ekip, które szły na ideologiczne kompromisy, kosztem praw obywateli.
Dajmy Kościołowi w Polsce szacunek, ale nie uległość.
Współpracujmy z Nim i wsłuchujmy się w Jego opinie w ważnych społecznie, ale nie wykonujmy jego woli. Jednocześnie pokażmy tym, którzy rządzą, naszą niezgodę na wprowadzane tylnymi drzwiami państwa wyznaniowego. Nie ma i nie będzie na to mojej zgody.

Bo na to, że niektórzy mają zapędy by urządzić Polskę według konserwatywnego, zgodnego z nauką Kościoła, schematu dowodów jest aż nadto. Weźmy sprawę aborcji. Ustawa z 1993 roku o planowaniu rodziny, zwana niesłusznie "kompromisem aborcyjnym", zapewnia dostęp do legalnej aborcji w trzech konkretnych przypadkach. Mimo to, przez głowy polityków PiS regularnie przechodzi myśl, by w ustawie aborcyjnej grzebać. Już raz, wspólnie z Orda Iuris chcieli całkowicie zakazać aborcji. Potrzebny był „Czarny Protest”, by PiS się w tego wycofał. Wcale nie jest tak, że Prawo i Sprawiedliwości odpuściło temat aborcji. Wręcz przeciwnie! Dalej – tylko po cichu - myślą jak zapisać bezwzględny zakaz aborcji w Konstytucji, dalej zastanawiają się jak ograniczyć prawo kobiet do wyboru, do samostanowienia, do godności. Hierarchowie kościelni oficjalnie lub po cichu do tego polityków zachęcają. Ale to politycy, nie księża są powołani do stanowienia w Polsce prawa, politycy odpowiadają przed wyborcami i politycy nie powinni narzucać swojego światopoglądu obywatelom. Prawo nie może się kłaniać jednemu światopoglądowi. A państwo musi zadbać o dostęp do zabiegów aborcji ze wskazań medycznych lub u ofiar gwałtów w placówkach korzystające ze środków publicznych. Takie placówki muszą realizować bezwzględnie obowiązujące przepisy prawa.

W zgodzie z własnym sumieniem

Najwyższy czas, żeby na nowo zdefiniować rolę kościoła we współczesnej Polsce. Najwyższy czas, żebyśmy ułożyli od nowa stosunki Państwo-Kościół. To warunek konieczny do tego, żeby Polska stała się nowoczesnym krajem.
Polki i Polacy niezależnie jaki jest ich stosunek do religii, nade wszystko cenią wolność i nie chcą, żeby mówiono im, jak mają żyć, kochać czy w jaki sposób sprowadzać na świat dzieci. Dlatego trzeba dać Polakom – wierzącym i niewierzącym – dostęp do zabiegów in vitro współfinansowanych przez państwo i antykoncepcji awaryjnej bez recepty. Nie można jedną ręką wprowadzać rządowych programów mających podobno pobudzić dzietność, a drugą odbierać im In Vitro, często jedyną szansę na biologiczne dzieci. To nielogiczne, a przede wszystkim nieludzkie.O procedurach medycznych powinna decydować medycyna, a nie światopogląd polityka. O dostępności do pigułki „dzień po”, nie może decydować światopogląd ministra – i lekarza w tzw. „sumieniem” - Radziwiłła. Każdy z nas ma swoje sumienie. I to w zgodzie z nim powinniśmy móc żyć.

Dlatego Nowoczesna i ja osobiście popieramy związki partnerskie. Jedno i róznopłciowe.
Trzeba dać wreszcie Polakom, także tym homoseksualnym, możliwość zawierania związków partnerskich. Człowiek ma prawo do szczęścia, które mogą ograniczać tylko prawa pozostałych członków społeczeństwa. Możliwość zawarcia związku partnerskiego to coś, co uszczęśliwi jednych, a nie zabiera niczego pozostałym. I nie trafiają do mnie argumenty mówiące o tym, że wprowadzenie w Polsce związków partnerskich zagrozi pozycji i roli rodziny. To argument wzięty z kosmosu. Ideologiczny i homofobiczny.
Kolejne władze, niektóre oficjalnie nawet deklarujące chęć załatwienia tej sprawy, z obawy przed krytyką Kościoła nic w temacie związków partnerskich nie zrobiły. Słyszeliśmy „jeszcze nie teraz”. Drodzy państwo. Teraz. A tak naprawdę należało to uregulować już dawno.

Państwo to nie Kościół

Wielu Polaków, również tych niezaangażowanych w politykę, ma pretensje do Kościoła o nadmierny udział w polityce. Ale to państwo i politycy, a nie Kościół, ma pilnować przestrzegania zasady rozdziału Kościoła i państwa. To państwo nie może dotować Świątyni Opatrzności Bożej kosztem innych ważnych wydatków, a nie Kościół rezygnować z podarowanych mu środków. To państwo nie powinno przekazywać znacznych środków na program „Rydzyk +”.

Także uregulowanie spraw finansowych między państwem i kościołem jest zadaniem dla polityków, odważnych polityków. Od lat mówi się o wprowadzeniu podatku kościelnego. Takie rozwiązanie pozwoliłoby tylko tym, którzy tego chcą, przeznaczyć część swoich podatków na wybrany związek wyznaniowy. Warto nad tym popracować. Takie rozwiązanie byłoby zgodne z ideą rozdziału Kościoła i państwa.
Do tego będzie dążyć Nowoczesna. Do tego będę też dążyć ja.
Trwa ładowanie komentarzy...